Jeżeli język jest jedynie naszym narzędziem, jeżeli jest on redukowalny do skorup dźwięków, kropel wyschniętego atramentu, czy migających pikseli, w które ubieramy słowa, jeżeli wreszcie akt mówienia nie pociąga za sobą z konieczności aktu słuchania, to być może powinniśmy, tak jak każde inne narzędzie, przyłączyć go do radosnej karawany postępu technologicznego, pędzącej coraz żwawiej i coraz mniej wiedzącej dokąd zmierza.
Może nam się jednak zdawać, że język nasz jest narzędziem w tym samym stopniu, co jest nim dom dla domownika. Porównanie owo nie jest przypadkowe, bowiem niezwykle wpływowy filozof XX w, Martin Heidegger nazwał kiedyś język domem bytu. W nim człowiek żyje, w nim ów byt jest porządkowany, w nim wszystko zyskuje znaczenie przez wzajemne odnoszenie się do siebie – innymi słowy, podobnie jak my kształtujemy go, on kształtuje nas.
Jakkolwiek ezoteryczne mogłyby się wydawać tego rodzaju rozważania, jesteśmy skonfrontowani z problemem istoty języka w kontekście zapraszanej przez nas do coraz większej liczby dziedzin życia sztucznej inteligencji – której możliwości generowania tekstu bazują na dużych modelach językowych (ang. Large Language Models). Sukces tychże, stał się niedawno także udziałem przedsięwzięcia katechizacji i ewangelizacji, za sprawą “Ojca Justyna”. Mowa o sztucznej inteligencji wyposażonej w awatara prezentującego starszego duchownego, generującej poprzez model językowy, odpowiedzi na zadane pytania z dziedziny teologii. Czemu warto uczestniczyć w Eucharystii? Wystarczy zapytać Ojca Justyna, aby otrzymać magisterialne wskazania w tym zakresie.
Czy istnieją jednak argumenty przeciwko wykorzystywaniu modeli językowych do głoszenia Ewangelii? Spróbujmy przyjrzeć się temu zagadnieniu od strony teoretycznej, ignorując na ten moment aspekty skuteczności używanej technologii (tj. zakładając, że model generuje “poprawne” odpowiedzi i jest odporny na różnego rodzaju próby uzyskania od niego jakichkolwiek absurdalnych zaleceń).
Zacznijmy od porównania, które pomoże nam uwypuklić trudności związane z tym tematem. W trakcie minionej pandemii spopularyzowało się “uczestnictwo” w celebracji eucharystycznej za pośrednictwem transmisji internetowej. Chwała postępowi! – mógłby ktoś zakrzyknąć, prawdziwie radując się otwarciem Kościoła na możliwości oferowane przez współczesne media. Oczywiście, nie należy zaprzeczać wielkiej wartości, którą ma tego typu uczestnictwo w sytuacji, w której dana osoba nie ma możliwości wzięcia faktycznego udziału w Eucharystii. Niemniej, zauważmy, że w Dekrecie KEP z marca 2023 roku czytamy o konieczności usuwania z mediów społecznościowych nagrań Liturgii i zakazie ich retransmisji.
Skąd bierze się takie podejście Episkopatu? Innymi słowy, co sprawia, że owo nagranie, w oderwaniu od swojego kontekstu transmisji na żywo, zmienia swój charakter z takiego, który oferuje pozytywne możliwości, na jednoznacznie negatywny? Zdaje się, że magisterium stara się nam przekazać, iż oderwanie reprezentacji (medium) od jego zawartości, sensu, grozi desakralizacją przekazywanej rzeczywistości. Wspomniane pozytywne możliwości oferowane przez transmisję to łączenie się ze wspólnotą celebrującą Eucharystię. Gdy nie ma już owej wspólnoty, gdy został po niej jedynie cyfrowy zapis, pozostajemy jedynie z pustą reprezentacją, nie odnoszącą się do aktualnej rzeczywistości.
Czy możemy te rozważania, dotyczące związku reprezentacji i zawartości, przenieść na grunt języka? Jeśli uznamy, że język sam jest reprezentacją, że możemy go zredukować do ciągu symboli, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby znalazłszy występujące w nim zależności statystyczne, generować za pośrednictwem modeli językowych mające największe prawdopodobieństwo (według owych zależności) ciągi znaków, słów, zdań.
Nie widać jednak, w jaki sposób nie stracimy wówczas osobowego charakteru każdej wypowiedzi, w jaki sposób nie zdesakralizujemy konstytutywnego dla bytowania osoby jej wymiaru komunikowania swojej istoty innym. Traktując język jako narzędzie, konceptualizując go jako fale dźwiękowe lub ciągi symboli, nie dostrzeżemy objawiającego się nam w słowie człowieka. Nie dostrzeżemy tej cząstki siebie którą w nim zawarł. Przestaniemy postrzegać język jako miejsce autentycznego spotkania.
Można jednak naturalnie zapytać, skąd przekonanie o istotności tego wymiaru dla osoby ludzkiej – czy nie jest tak, że nasze myśli, uczucia, wspomnienia, pozostają nienaruszone przy funkcjonalnym traktowaniu języka? Dla chrześcijan odpowiedź jest dwuetapowa. Po pierwsze, Bóg sam nam objawia siebie jako Dialog, jako nieustanne wypowiadanie Syna-Słowa przez Boga Ojca. Jako wieczne wsłuchiwanie się Syna w Ojca. Po drugie, człowiek stworzony został na obraz Boga, a więc także na obraz tego Dialogu. Nie może on zatem w pełni istnieć, jeśli pozbawi się go wymiaru relacji i dialogu z drugą osobą.
Zatem, szczególnie w tej dziedzinie jaką jest głoszenie, katechizacja i wszelkiego rodzaju przekaz doświadczenia wiary, nie możemy ulec wszechobecnemu sprowadzeniu języka do roli narzędzia, do roli środka wywarcia wpływu, do roli bezosobowego nośnika wiedzy naukowej, do roli zależności statystycznej wynalezionej z anonimowego oceanu treści dostępnych w internecie. Dostrzeżony w ramach projektu “Ojca Justyna” głód odpowiedzi na nurtujące wiernych pytania nie zostanie zaspokojony poprzez zachęcenie ich do odwrócenia się od życiodajnych relacji wewnątrz Kościoła na rzecz niezakotwiczonych w osobie, sztucznie wygenerowanych stwierdzeń. Przyjęcie takiego rozwiązania mogłoby skłonić naszą intuicję do wytworzenia poczucia posiadania relacji z wszechwiedzącym przyjacielem, ponieważ tak rozumiemy język – jako osobowy. Dokładnie to zjawisko, antropomorfizacji sztucznej inteligencji, przez wchodzenie z nią w dialogiczną relację, dostrzegamy jako nasilający się współcześnie trend społeczny.
Zamiast tego, przekazując wiernym prawdy wiary we w pełni osobowy sposób, przekażemy im też, jak pięknie jest kontemplować Boga w Jego obrazie – cudzie prawdziwego dialogu między dwojgiem ludzi.


Autor zwraca uwagę na ważną kwestię: wiarę może przekazać tylko człowiek w swoich słowach (języku), który ma duszę i to z jego duszy idą słowa do innego człowieka. AI i jej język to dobre narzędzie do pozyskiwania wiedzy – i to najczęściej już wcześniej przez kogoś innego ujawnionej i spisanej w słowach. Wiary nie przekaże AI. Może tylko przekazać wiedzę na temat wiary. Ale i tu trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania do źródła, z którego pochodzi taka wiedza. Język to narzędzie, którym obecnie posługuje się zarówno człowiek, jak AI. Niektóre papugi też potrafią coś powiedzieć.